Świadectwo Sylwii

NIECH BĘDZIE POCHWALONY JEZUS CHRYSTUS!!!!
Mam na imię Sylwia. Pan odmienił zupełnie życie naszej rodziny. Od września 2014 roku słuchałam spotkań przez internet. Wielkie zmiany zaczęły się od Spotkania Młodych w grudniu 2014 roku. We mnie była chęć odnalezienia Boga na nowo, udało mi się namówić męża i pojechaliśmy. Podczas spotkania padły słowa „Pan dotyka Artura”. Niby nic spektakularnego się nie wydarzyło od razu, ale nasze życie zaczęło się stopniowo zmieniać. Zaczęliśmy żyć bliżej Boga, szukać go bardziej intensywnie w codziennym życiu, czynić małe wysiłki by Go odnajdywać w tym co robimy. Wszystko zaczęło się nam lepiej układać, w nasze życie powoli wchodził coraz większy pokój. Zaczęliśmy regularnie słuchać Spotkań przez internet.
Cud wydarzył się w lutym, kiedy okazało się że jestem w drugiej ciąży (pierwsze dziecko było cudem wymodlonym i na drugie już nie mieliśmy nadziei). Ciąża okazała się bardzo skomplikowana. W maju na Spotkaniu Otwartym, gdzie patronką była Św. Miriam, oglądałam transmisję Mszy Św.(musiałam leżeć więc nie mogłam pojechać), a moi rodzice i siostra byli na Przeprośnej Górce i modlili się za mnie. Pod koniec 4 miesiąca, w czerwcu, trafiłam do szpitala, gdzie życie naszej córeczki było bardzo zagrożone. Przeszłam zabieg, ale potem pojawiły się komplikacje i w nocy po zabiegu lekarz dyżurny, który mnie badał powiedział że „już nie ma czego ratować”, ale żeby poczekać do rana na lekarzy. Tej nocy wielu ludzi modliło się za życie mojego dziecka. Ja modliłam się cały czas, ale w pewnym momencie ogarnęło mnie zwątpienie i przerażający lęk. Brakowało mi już słów do modlitwy, przestałam nagle potrafić nawet odmawiać różaniec, który towarzyszył mi nieustannie. W pewnym momencie poczułam silną potrzebę wezwania Św. Miriam. Wzywałam Ją na pomoc, aby uprosiła u Maryi cudowne uzdrowienie, takie, jakie ją spotkało, i tak po prostu trwałam w Jej obecności. Jak nigdy w życiu, czułam szczególną moc tej modlitwy, szczególną opiekę Świętej i Maryi. Fakty kazały szykować się na najgorsze, a ja trwałam w -po ludzku- bezsensownej nadziei na cud.
Rano okazało się że wszystko jest zupełnie w porządku! Nie było śladu po komplikacjach, a badanie USG wykonane w nocy w ogóle się nie zarejestrowało, jakby w ogóle nie miało miejsca!!! Po trzech dniach wyszłam do domu, i szczęśliwie donosiłam ciążę. Córeczka przyszła na świat w listopadzie, dziś ma 7 miesięcy i nosi imię swojej wielkiej Wspomożycielki – Miriam.
Chwała Panu za wszelkie dobro, jakiego nam udzielił. Za wszystkie łaski, których nie jesteśmy godni. Za Miłość ku nam nieskończoną.
CHWAŁA I CZEŚĆ I UWIELBIENIE!!!